Niemalże każda wieś w Sudetach ma swoją historię o sztolniach i skarbach ukrytych w niedalekim wzgórzu. Wystarczy wspomnieć modny ostatnio złoty pociąg w Wałbrzychu, czy nieco już zapomnianą fascynację tzw. ,,szczeliną jeleniogórską”. Przypomina to bardzo dawne bajki o krasnoludkach, które w okolicznych górach ukryły swoje skarby. W współczesnych opowieściach te ,,krasnoludki” noszą mundury Wehrmachtu lub SS i w ostatnich dniach wojny przyjechali nocą ciężarówkami do wsi, rozkazali nikomu nie wychodzić z domu i zasłonić okna, a w okolicznym lesie słychać było tylko odgłos wybuchu. Taką historię można usłyszeć nie tylko od starszych osób, żyjących w danej wsi, ale i od coraz młodszych, którym często ,,już ś.p.” dziadek taką opowieść przekazał…

 

W Krzeszowie też są opowieści o kilometrowych tunelach i skarbach ukrytych w podziemiach. W ostatnim czasie udało się odnaleźć jednak … studnię. Nie jest to studnia wyjątkowa ze względów artystycznych ale ze względu na jej wartość historyczną dla Krzeszowa. Bo od niej wszystko się zaczęło – gdyby nie jej zimna woda do Krzeszowa nie przybyliby cystersi i nie powstałby monumentalne świątynie. Tak przynajmniej jest w legendzie.

W tej znanej opowieści książe Bolko I Surowy zgubił się podczas polowania w miejscowych lasach i poszukiwał wody. Gdy zasnął, przyśnił mu się anioł, który nakazał mu rzucić książęcy pierścień. Gdy książe przebudził się, wykonał rozkaz anioła, a w miejscu, gdzie odnalazł swój pierścień tryskało źródło. Miało ono dać początek krzeszowskiej fundacji cysterskiej. Pod koniec XVII w. tą legendę przytacza w swoim dziele Ephraim Ignatius Naso i wpisuje się w ówczesny i średniowieczny zwyczaj, aby fundacje kościelne czy klasztorne tłumaczyć ponadnaturalną ingerencją. Abstrahując od prawdziwości podania, nie można wykluczyć, że od średniowiecza w tym miejscu istniała studnia.

Chcieliśmy zbadać, co zostało z legendarnej ,,studni książęcej”, wiec poszukiwania należy zawsze rozpocząć od … archiwum. Wspomniany Ephraim Ignatius Naso w swoim dziele Phoenix redivivus, ducatuum Svidnicencis Javroviensis : Der wieder – lebendige Phoenix Der Beyden Fürstenthümer Schwednitz und Jauer, wydanym we Wrocławiu w 1667 r., opisuje Krzeszów, a w jednym akapicie napisał: ,,Bey dem Gestifft ist innwendig ein grosser Lust – Garten, worinnen ein frischer Brunn, den man der Fürsten – Brunn zu nennen pfleget, wann man desselbigen Wasser geniessen will, muss man etliche Staffeln hinunter steigen“. [Przy zabudowaniach (dosł. - fundacji) jest wewnętrzny, duży ogród rekreacyjny, gdzie tryska czysta studnia, którą zwykło się nazywać książęcą studnią, kiedy chce się zakosztować tejże wody, musi się zejść w dół po kilku stopniach]. Przytoczona relacja podaje 2 istotne  informacje – studnia znajduje się w ,,ogrodzie rekreacyjnym” i jest poniżej poziomu gruntu. Wiadomo, że ta część ogrodu znajdowała się na wschód od zabudowań klasztoru. Studnia książęca występuje na 2 barokowych rysunkach Friedricha Bernharda Wernera z 1 poł. XVIII w., przedstawiających opactwo krzeszowskie. Zostały one zamieszczone w jego książce Silesia in Compendio seu Topographia das ist Praesentatio und Beschreibung des Herzogthums Schlesiens. (w zbiorach Biblioteki Uniwersytetu Wrocławskiego) Na jednym z nich, ukazującym widok na opactwo od zachodu, budynek studni oznaczono na rysunku jako Fürstenbrunn, nadając mu w legendzie rysunku numer 11. Obiekt widoczny jest również na jego rysunku, przedstawiającym klasztor od wschodu. W obu przypadkach, ze względu ma monumentalność gmachów świątyń i proporcjonalnego przedstawienia względem nich studni książęcej, jej wizerunek jest  niewielki i uproszczony. Był to budynek na rzucie prostokąta, nakryty dwuspadowym dachem (kalenica w linii wschód – zachód). Mieliśmy więc dokładną lokalizację i pytanie – co po 250 latach dotrwało do naszych czasów?

W listopadzie 2015 r. postanowiliśmy przeprowadzić badanie terenowe. Początkowo w opisywanym miejscu zobaczyliśmy … kurnik, który powstał w XX w.  Obok niego było niewielkie zagłębienie w ziemi. Pracująca obok siostra benedyktynka powiedziała nam, że kiedyś w tym miejscu stał mały, drewniany kurnik, z którego często znikały kury. Gdy stan tej szopy był już zły, mniszki postanowiły rozebrać ten kurnik, a pod nim była rzeczona dziura w ziemi, którą zinterpretowano jako studzienkę kanalizacyjną. Zabezpieczono ją metalową siatką, żeby nikt tam nie wpadł i tajemnicze wejście obrosło trawą.

Po usunięciu ziemi i siatki ukazało się naszym oczom łagodne zejście, które było klatką schodową do poszukiwanej studni książęcej.  

Studnia książęca jest kamiennym, zasklepionym pomieszczeniem na rzucie kwadratu, o boku 140 cm i wysokości 250 cm od tafli wody do najwyższego punktu. Wejście od północy, opasane zostało piaskowcowym obramieniem o wymiarach 66 na 146 cm. Do studni prowadzi kamienna klatka schodowa o wymiarach 110 na 375 cm. Prawdopodobnie pod niewielką warstwą ziemi znajdują się piaskowcowe schody.

Cieszy każde znalezisko poszerzające naszą wiedzę o Krzeszowie. Mamy nadzieję, że po odpowiednich pracach zabezpieczających i renowacyjnych również pielgrzymi i turyści będą mogli wejść do miejsca, z którego cystersi czerpali wodę, a księciu Bolkowi I uratowało życie.

 

K.M.