W dawnych czasach każda z trzech Mszy św., odprawianych w uroczystość Narodzenia Pańskiego, miała swoją nazwę. O północy była Msza Anielska, o świcie - Pasterska, a rano odprawiano Mszę Królewską. Miały one głęboką symbolikę, oznaczając pokłon złożony kolejno przez aniołów, pasterzy i trzech królów. Aż trzy Eucharystie były tłumaczone poprzez potrójne narodzenie Chrystusa: zrodzeniem się przez Boga Ojca, narodzeniem w czasie z Maryi oraz mistycznym narodzeniem się Jezusa w ludzkich sercach. W tym ostatnim zdaniu zawarty jest również cały program ikonograficzny krzeszowskiej bazyliki.

 

O północy w zimnych murach świątyni mariackiej rozbłysło światło. Źródłem tego blasku nie były jednak mnogie świece czy kryształowe żyrandole, ale nowonarodzone Dzieciątko, jak, zapowiadając Emanuela w profetycznym widzeniu przemawiał Izajasz: Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło (Iz 9, 1). Tymi słowami lektor rozpoczął pierwsze czytanie o długo zapowiadanym Mesjaszu. Zgromadzony licznie lud Boży usłyszał znane słowa z Ewangelii św. Łukasza, które wcześniej zabrzmiały przy wigilijnych stołach. Dookoła mensy ołtarza wyrosły zielone świerki osnute alabastrowymi bombkami, gdy uroczystą Liturgię sprawował ks. biskup senior Stefan Cichy, a przy jego boku stanął ks. kanclerz Józef Lisowski oraz krzeszowscy duszpasterze. Rozbrzmiały monumentalne organy Michała Englera Młodszego, śpiewając Panu pieśń nową gdy ich cynowo - ołowiane piszczałki wypełnił mroźny eter grudniowej nocy. Dostojnej laudacji organów współtowarzyszyła gra myśliwych. Bo tak jak przed wiekami pierwszymi, którzy dotarli do Mesjasza byli opiekunowie zwierząt - pasterze.

Owce i pasterze i licznie zgromadzili się w lewej części transeptu. Tam została przygotowana największa szopka na Dolnym Śląsku. Dwie potężne stodoły, mnóstwo sprzętu rolniczego i dawno zapomniany zapach siana. A na nim leżało Dzieciątko…

 

K.M.