310 lat temu, dnia 26 sierpnia 1706 r. odszedł do wieczności najwybitniejszy malarz śląskiego baroku - Michał Leopold Łukasz Willmann. Został pochowany w krypcie kościoła opackiego w Lubiążu, gdzie do dziś znajdują się jego zmumifikowane szczątki. Ze względu na agonalny stan tego klasztoru i przekazanie płócien ,,śląskiego Rembrandta” do Warszawy, dziś najwięcej dzieł artysty znajduje się w krzeszowskim Sanktuarium.

 

Michał Leopold Willmann urodził się 26 września 1630 r. w Królewcu. Początkowo uczył się warsztatu malarskiego od ojca, który był malarzem cechowym. Około 1650 r. udał się do Amsterdamu, był jednak zbyt biedny, aby przyjąć się jako uczeń do któregoś z ówczesnych mistrzów. Zajmował się więc ćwiczeniem rysunku, na podstawie grafik. Podróżował również po Europie, zatrzymując się m. in. w Pradze.

Dnia 10 października 1660 r. osiadł w Lubiążu, gdzie otoczony mecenatem cystersów, tworzył największe swoje dzieła. Między innymi ozdobił barokizowany kościół klasztorny monumentalnymi płótnami, przedstawiającymi męczeństwa apostołów. W Lubiążu Willmann ożenił się z wdową - Heleną Lišką oraz dokonał konwersji z kalwinizmu na katolicyzm. Symbolicznym echem tej decyzji będą 3 kryptoportrety mistrza, które pozostawił w krzeszowskim kościele p.w. św. Józefa.

Szeroka współpraca opactwa krzeszowskiego z Willmannem była możliwa dopiero po 1672 r., kiedy to zmarł w Lubiążu opat Arnold Freiberger, będący wielkim adwersarzem opata Rosy. Objęcie rządów w Lubiążu przez Jana Reicha, który był przyjacielem krzeszowskiego opata, umożliwiło pracę Willmanna dla Krzeszowa. Malarz zaangażował się w projekty krzeszowskiego opata, tworzą nie tylko dzieła malarskie, ale również rysunki pod cykle grafik. Warte wzmianki są nie tylko rysunki do krzeszowskiej kalwarii, ale również prototypy wizerunkowe świętych cysterskich. Dla gotyckiego wówczas kościoła klasztornego stworzył ,,Drzewo genealogiczne Chrystusa”, ,,12 proroków” i ,,12 sybilli” (obecnie w transepcie bazyliki) oraz zaginione ,,Koronacja Maryi” i dekoracje na drzwiach ołtarzowych. Własnoręcznym dziełem artysty było również 6 obrazów do kalwarii, portret opata Bernarda Rosy i zaginiony obraz z kaplicy betlejemskiej. Opus magni Willmanna stał się cykl 50 fresków stworzonych w kościele p.w. św. Józefa.

W cyklu siedmiu radości i siedmiu smutków św. Józefa malarz ukrył 3 swoje autoportrety. Pierwszy autoportret ukazywał go jako protestanta, który odmawia św. Józefowi i Maryi noclegu. Dlatego jest to scena Poszukiwania. Na fresku obok, artysta stoi wpatrzony w Dzieciątko Jezus i zaczyna się w nim duchowa przemiana. Tak jak dla świata narodziny Mesjasza były początkiem nowej wiary, tak i w sercu Willmanna narodziła się ,,prawdziwa wiara” - rzymsko - katolicka. Należy przy tym pamiętać, że wydźwięk krzeszowskich świątyń jest wybitnie kontrreformacyjny. Oba te obrazy umieszczono w cyklu smutków, bo dopiero w scenie Odnalezienia można zobaczyć Willmanna jak przysłuchuje się naukom Chrystusa. Tutaj jest już gorliwym katolikiem, który ,,odnalazł wiarę”, dlatego scenę umieszczono w radościach. Ten swoisty ,,tryptyk” tworzy ukrytą i niezwykłą historię nawrócenia. Świadczy o tym również zmieniający się wiek artysty na obrazach - w momencie rozpoczęcia prac nad freskami miał 63 lata.

Zmarł 26 sierpnia 1706 r. w Lubiążu i został pochowany w krypcie, przeznaczonej tylko dla mnichów. Świadczyło to jak wielką estymą darzyli malarza cystersi.

Krzeszowskie Sanktuarium, czując się depozytariuszem schedy po ,,śląskim Rembrandcie”, oprócz kościoła p.w. św. Józefa,  w salach ekspozycyjnych prezentuje 3 płótna mistrza i 1 grafikę. W tym roku planujemy jeszcze wyjątkową wystawę poświęconą artyście, ale o tym wkrótce…

K.M.