Gdy dookoła krążą informacje o legendarnych skarbach - nie zawsze prawdziwe - my również pragniemy przedstawić swoją legendę, w której może kryć się ziarnko prawdy.

"Słońce chyliło się ku zachodowi, gdy ostatnie promienie zapalały szczyty zielonych świerków na krzeszowskich pagórkach, a niebo przybierało barwę kiczowatego różu z krwistoczerwonymi pręgami. Pszeniczny snop światła wpadał przez okno na mahoniowe biurko SS Obersturmführera Alberta Ringmanna. Jak co wieczór, w ciszy i spokoju przeglądał dokumentację 6 podległych mu obozów, ozdabiając niektóre kartki inkaustową smugą swojego nazwiska. Grobową ciszę przerwało pukanie, po którym przed oficerem stanął szeregowiec, trzymający biały druczek w dłoni. Lekko kaszlnął, co było naturalną reakcją na stężenie dymu tytoniowego w pomieszczeniu, oznajmiając:

- Herr Obersturmführer, przyszedł telegram –

Wręczył go Ringmannowi, zasalutował i wyszedł. Porucznik uważnie czytał maszynowe pismo, a na jego twarzy pojawiał się coraz większy grymas. Cisnął telegram na blat, rozsiał się na obitym skórą krześle i pusto patrzył na ścianę. – Gauleiter Hanke pragnie z wielkim zainteresowaniem zwiedzić słynne krzeszowskie kościoły – mówił do siebie cytując tekst depeszy – Trzeci rok wojny, a temu na turystykę się zebrało. Tylko po co bierze ze sobą Reichschatzmeistera Schwarza. W moim klasztorze nie ma żadnego złota, które wsparło by finanse NSDAP – zamyślony, odruchowo sięgnął do papierośnicy.

Zimny, górski wiatr muskał stare lipy, gdy na obszernym placu kościelnym pojawiło się niewielkie grono wojskowych. Ich smoliste mundury korespondowały z kruczoczarnym habitem benedyktyna, którzy prowadził ich kamienistą ścieżką od kościoła p.w. św. Józefa w stronę świątyni mariackiej. Przed oczyma zwiedzających wyrastał las rusztowań, które szczelnie otulały piaskowcowe głazy fasady. We wnętrzu mnich opowiadał o wyjątkowym programie ikonograficznym sklepień, stworzonym przez krzeszowskich cystersów. Stojąc pomiędzy dwoma rzędami ławek wskazał na dwie kamienienie płyty, w których rogach umieszczono mosiężne obręcze.

- W krypcie pod nami czekają na Zmartwychwstanie budowniczowie tej świątyni – powiedział mnich – Opatów i ojców chowano pod prezbiterium, a tutaj w nawie głównej spoczywają konwersi, którzy nie mieli święceń kapłańskich – kontynuował.

- Można tam wejść? – zapytał się Gauleiter prowincji dolnośląskiej.

- Niestety, te ciężkie płyty piaskowca to jedyny otwór do tej krypty. Podziemia pod prezbiterium, transeptem i nawą główną nie są połączone, a od zewnątrz nie ma żadnego okienka – odpowiedział mu oprowadzający benedyktyn.

Niewielkie zainteresowanie wzbudziła u wojskowych historia Cudownej Ikony, a zauważalnie większą uwagę przykuły srebrna rama obrazu i złote ex vota umieszczone w kartuszach trzymanych przez anioły. Mnich zaprowadził, na wyraźne życzenie Obersturmführera Ringmanna, jego gości do zakrystii. Otworzył intarsjowane drzwiczki szafy, aby oczom zgromadzonych ukazały się złote i srebrne barokowe kielichy. Reichschatzmeister Franz Xaver Schwarz z niedowierzaniem trzymał w dłoniach kunsztowne wykonane cyborium, a Gauleiter Karl Hanke przyglądał się trybularzowi w formie świątyni Salomona. Nie wzbudziły już większej ciekawości ciężkie, zabytkowe ornaty, kapy czy tunicele. Panowie uważali zwiedzanie za bardzo udane.

            Po posiłku w rokokowym refektarzu klasztornym, siedzieli we trójkę przy dębowym stole. Gauleiter, opierając łokcie na blacie, spytał się Ringmanna:

- Obersturmführerze, jak daleko macie od klasztoru do najbliższej bocznicy kolejowej? -  

- Niecałe 500 metrów, idąc przez środek wsi – odpowiedział porucznik.

- Przez środek wsi, przez środek wsi… -

Hanke zamyślił się i spojrzał na Schwarza.

- Nie warto – powiedział Schwarz – Ale z kolei zbiory numizmatyczne z Wrocławia można przywieść ciężarówkami. W całym tym opactwie jest wystarczająco miejsca –

Ringmann nie rozumiał, o czym jego interlokutorzy mówią. Hanke ponownie zwrócił się do niego:

- Domyślam się, że na strychach kościołów jest dużo miejsca –

- Zgadza się, ale mam nakaz od prowincjonalnego konserwatora zabytków Günthera Grundmanna, żeby nie otwierać strychów i nikogo tam nie wpuszczać. Względy konserwatorskie – odpowiedział Ringamann.

- Nie mam zamiaru przejmować się  konserwatorem zabytków – lekko podniósł głos Gauleiter.

- Jak też tak myślałem, ale pokazano mi papiery z Berlina – ostatnie słowo Obersturmführer szczególnie podkreślił – więc na strychy wchodzić nie wolno. Względy konserwatorskie – sarkastycznie powtórzył.

- Jak z Berlina, to przepraszam – odrzekł Hanke – a te krypty pod kościołem? –

- Nie widzę żadnego problemu – uśmiechnął się nieszczerze Ringmann.

- Wrocław to ważne miasto. Stolica Śląska – zaczął patetycznie Hanke – Teraz jest poza zasięgiem alianckiego lotnictwa, ale zbiory muzealne lepiej ewakuować w bezpieczniejsze rejony. Gdyby wrogowie Rzeszy chcieli zniszczyć ten ważny węzeł transportowy, zapewnie uległby zniszczeniu bezcenne dzieła sztuki niemieckiej. A to byłby wielka strata dla dziedzictwa całej Europy. Dlatego – kontynuował – postanowiliśmy z Reichschatzmeisterem zdeponować w waszych kościołach zbiory numizmatyczne z wrocławskich muzeów i zbiorów prywatnych –

Ringmann skinął głową i podszedł do dębowej biblioteczki, na której półkach zamiast książek świeciła się miśnieńska porcelana. otworzył szafeczkę na dole i wyciągnął butelkę z brunatnym płynem. Uśmiechnął się do swoich towarzyszy.  

            Mroki zimnej górskiej nocy ogarnęły zabudowania krzeszowskiego klasztoru. W tą bezgwiezdną noc przygasł nawet księżyc, zasłaniany ołowianymi chmurami. Ciche hukanie sów mieszało się z warkotem ciężarówki, która podjechała pod portal barokowej świątyni mariackiej. Czterech żołnierzy w szarych strojach z wysiłkiem unosiło mosiężne obręcze. Nerwowo przyglądał się im oficer w onyksowym mundurze, nerwowo stukając w srebrną papierośnicę. Jakaś absurdalna myśl w głowie nie pozwalała mu odpalić papierosa w środku świątyni, pomimo, że gardził ,,katolickimi zabobonami”. Choć wyobrażał sobie, że po odsunięciu piaskowcowych płyt poczuje fetor rozkładających się ciał, nic takiego nie nastąpiło. Jego oczom ukazały się kamienne schody prowadzące do czeluści krypty, do której żołnierze wnosili solidne, drewniane skrzynie.''

 Opowiadanie jest wyłączne fikcją literacką, a przedstawione wydarzenia prawdopodobnie nie miały miejsca.