Tato, nasi są, nasi.   Nasi? Toż to zwykłe bydło.   Oj, mówię wam tato, że swoi.   Oj, Witia ty ze wszystkim zdurniał, już no!   Widzicie te łaciatę?   No, krowa jak krowa.   Toż to swojska krowa tatko, na całym świecie takiej nie ma tylko w Krużewnikach, przecie to Mućka Kargulowa, Kargule tu są.   Bandyty! Ot, znaczy się znaleźliśmy swoje miejsce.   No.   Co jedzie?   Stój! Odczepiamy.   Odczepiamy.

Wydawać by się mogło, że losy „repatriantów” z za Buga były tak sielskie jak zostało to przedstawione w klasycznej polskiej komedii, którą zapewne wszyscy znają „Sami swoi”. Tak jednak nie było. Sam jestem wnukiem takich „repatriantów” i z opowiadań starszych wiem, że była to długo trwająca podróż nie zawsze krytymi wagonami często bez możliwości nabrania wody czy jakiegokolwiek przygotowania posiłku. Pociąg jechał i stawał bardzo często w szczerym polu gdzie jeszcze były kartki z napisami „Uwaga miny!”. W takich to warunkach przybyły ze Lwowa do Krzeszowa Siostry Benedyktynki, które po 500 latach jak wielu polaków musiały opuścić swój klasztor i wyjechać na nieznane Ziemie zachodnie. Podróż ich trwała wiele tygodni. Przywiozły one ze sobą to co ówczesne władze pozwoliły im zabrać i wśród osobistych rzeczy znalazły się także m.in. części wyposażenia kościoła czy klasztoru. Figura Chrystusa Króla którą widzimy tutaj na zdjęciu

 

pochodzi z kaplicy (tzw. Chóru modlitewnego) ze Lwowa. Na zdjęciu możemy także zobaczyć szopkę Bożonarodzeniową, którą własnoręcznie wykonała z papieru w latach XX ubiegłego stulecia siostra Ildefonsa OSB. W ten sposób jako „repatriant z za Buga” przyjechała do nas figura Chrystusa Króla, która od kilkunastu dni stoi przed ołtarzem w bazylice krzeszowskiej.


Losy Boga Człowieka i jego stworzenia są ze sobą związane. Oto Król królów i Pan całego wszechświata w wagonie bydlęcym przebywa setki kilometrów dzieląc w ten sposób los z ludźmi.

Oto Król nasz. A Jego tronem nie jest wspaniałe wyrzeźbione krzesło inkaustowane drogimi kamieniami tylko prosty, drewniany Krzyż, który sam sobie musiał zanieść na miejsce kaźni. Wielu z nas przyznaje się do Chrystusa jako Króla i Pana naszego życia, ale prawie wszyscy boimy się i lękamy jego tronu. Niechętnie bowiem przyjmujemy Krzyż i cierpienie jakie spotykamy w naszym życiu. Każdy z nas utożsamia się z władzą silną na pozór ale prawdziwa siła władzy leży nie we władaniu a w służbie. Nie przyszedłem, aby Mi służono, lecz aby służyć (por. Mt 20,28).

W ostatnią niedzielę w roku 1050-lecia Chrztu Polski w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Łagiewnikach wszyscy biskupi wraz z władzami Najjaśniejszej Rzeczpospolitej i ponad stu-tysięczną rzeszą wiernych dokonały jubileuszowego aktu przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana by uznać Jego panowanie, poddać się Jego prawu, zawierzyć i poświęcić naszą Ojczyznę i cały naród.

Króluj nam Chryste! Króluj w naszej Ojczyźnie, króluj w naszym narodzie - na większą chwałę Przenajświętszej Trójcy i dla zbawienia ludzi. Jezu Chryste Królu Wszechświata bądź naszym Panem.